Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail
Gorzki smak cukrzycy źródło: wyborcza.pl. Rozmawiała Anna Twardowska 2012-01-26 Światowa Organizacja Zdrowia uznała ją za epidemię XXI wieku. W Polsce żyje z cukrzycą 2,5 mln osób. Połowa z nich nie wie, że jest chora, dowiadują się przypadkiem - podczas badania krwi. Cukrzyca to wymagająca choroba, zmienia całe życie. Pacjent powinien stać się dla siebie także dietetykiem i trenerem. Musi nauczyć się systematyczności. To będzie miało wpływ na komfort i długość jego życia. Dlatego lekarze podkreślają: odpowiednie leczenie jest ważne, ale wiedza i zaangażowanie chorych jest tak samo istotne w przebiegu tej choroby.
Anna Twardowska: Podstępna ta cukrzyca
Roman Junik: Przez lata nie daje o sobie znać, a gdy ją w końcu zdiagnozujemy, okazuje się, że poczyniła już ogromne spustoszenie w organizmie.
Jest taka "tajemnicza", bo na początku nie boli?
- Cukrzyca to zespół objawów spowodowanych niedoborem insuliny lub opornością na nią. W tej chorobie nie działa prawidłowo mechanizm kontrolujący poziom cukru we krwi. W zdrowym organizmie trzustka produkuje insulinę, czyli hormon, który umożliwia komórkom całego ciała przyswajanie glukozy i zamianę jej na energię potrzebną do ich prawidłowego funkcjonowania. Chory na cukrzycę nie jest w stanie wytworzyć odpowiedniej ilości hormonu albo jego organizm nie reaguje na insulinę w prawidłowy sposób. Trzustka produkuje go coraz więcej, aż w końcu nie jest w stanie wytrzymać tego obciążenia. Tego procesu nie śledzimy, jeśli pacjent nie zgłosi się na badania. Stąd ta "tajemniczość".
Cukrzyca ma swoje typy. Czym one się różnią?
- Ta typu pierwszego występuje głównie u dzieci i młodzieży. Jest spowodowana zupełnym brakiem insuliny w organizmie. Charakteryzuje się niewyjaśnionym chudnięciem mimo zwiększonego apetytu, zwiększonym pragnieniem, częstym oddawaniem moczu, stałym zmęczeniem fizycznym, zaburzeniami widzenia, brakiem ostrości obrazu, sennością w ciągu dnia - trudną do opanowania. Na ten rodzaj cukrzycy zapadają nawet małe dzieci, dlatego nazywa się ją młodzieńczą. Ale pediatrzy biją na alarm, bo coraz więcej dzieci choruje na cukrzycę typu drugiego.
Przypisaną wcześniej dorosłym?
- Tak. Charakteryzuje się ona tym, że organizm produkuje całkiem spore ilości insuliny, jednak nie jest ona w stanie zamienić cukru na energię. Ten typ cukrzycy dotyczył kiedyś osób po 40. roku życia. Ale tak jak wspomniałem, coraz częściej chorują na nią dzieci. Ma to związek z tym, że najmłodsi jedzą dużo przetworzonej żywości typu fast food, przesiadują przed komputerem. Brakuje im aktywności fizycznej. Taki tryb życia prowadzi do nadwagi i otyłości, a to zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę.
Czasami na cukrzycę chorują też ciężarne. Dlaczego?
- Kiedy kobieta jest w ciąży, w jej organizmie dochodzi do zmian gospodarki hormonalnej i wzrostu oporności na insulinę. Ta postać cukrzycy najczęściej ustępuję po porodzie, ale nie zawsze. Bywa też zapowiedzią cukrzycy typu drugiego. Chyba tylko w przypadku kobiet w ciąży wykrywa się ją tak szybko, bo systematycznie wykonują badania.
- Tak. U innych pacjentów, zwykle mija dziesięć lat od jej pojawienia się do wykrycia. Jest to związane z brakiem profilaktyki. Na niektórych obszarach organizowane są badania przesiewowe dla osób zagrożonych, ale nie jest to standard. Pomiary glikemii wykonywane są też przy okazji rozmaitych imprez, festynów i właśnie wtedy przypadkiem wykrywamy chorobę.
A kto jest w grupie zagrożonych?
- Osoby po 45. roku życia, a także chorzy na nadciśnienie, z zaburzeniami gospodarki lipidowej, osoby otyłe, palacze papierosów. Bardziej narażeni są także ci, w których rodzinie już ta choroba występuje. Rozwojowi cukrzycy sprzyja także siedzący tryb życia, brak aktywności fizycznej. Jeśli u kogoś występują trzy-cztery z wymienionych czynników, to powinien koniecznie raz w roku wykonywać badanie krwi, w której oznacza się stężenie glukozy (tzw. glikemię). Podwyższony poziom glukozy można także określić na podstawie badań moczu, ale to badanie nie pozwala na postawienie ostatecznej diagnozy. Trzeba pobrać krew z żyły. Prawidłowe stężenie glukozy na czczo wynosi do 99 mg/dl, natomiast o cukrzycy mówimy, gdy wartość ta przekracza 125 mg/dl.
Wczesne wykrycie cukrzycy jest tak istotne, bo dla pacjentów bardzo groźne są powikłania. Wielu dopiero wtedy dowiaduje się, że ma cukrzycę.
- Tak bywa, a powikłań jest naprawdę długa lista. Mogą dotyczyć oczu, tzw. retinopatia cukrzycowa. Dochodzi wówczas do uszkodzenia siatkówki, zmętnienia soczewki, a w skrajnych przypadkach nawet do ślepoty. Mogą dotknąć nerek. Nefropatia prowadzi do ich uszkodzenia, niewydolności, co się wiąże z koniecznością dializowania lub przeszczepu. Do zmian dochodzi także w obrębie dużych naczyń krwionośnych. Wiąże się to z ryzykiem zawału serca, udaru mózgu, a także tzw. zespołu stopy cukrzycowej. Zaburzenia w ukrwieniu i unerwieniu stóp mogą doprowadzić do rozwoju owrzodzeń, deformacji stopy, infekcji, a w konsekwencji do martwicy i częściowej lub całkowitej amputacji. Powikłania mogą dotyczyć także włókien nerwowych, pacjent cierpi wówczas na zaburzenia czucia. Proszę sobie wyobrazić, że przyszedł do mnie pacjent, który przez dwa tygodnie nie zauważył, że przebił sobie stopę. Nie czuł bólu. Miał dużą ropiejącą ranę, ale ją przeoczył.
Jak to możliwe?
- U osoby chorej na cukrzycę dochodzi do glikacji białek, czyli łączenia się glukozy z białkiem, co prowadzi do zniszczenia jego struktury, a co za tym idzie - upośledzenia funkcji. Produkty rozpadu białka są kumulowane i tak dochodzi do uszkodzenia naczyń, włókien nerwowych i powstawania ognisk zapalnych. Upośledzenie układu nerwowego "znieczula" pacjenta, dlatego może on przeoczyć takie rany. Osoba, która np. spożywa nadmiar węglowodanów, wytwarza więcej glikowanych białek. My, lekarze, jesteśmy w stanie to wykorzystać, oznaczając jedno z białek - hemoglobinę glikowaną. Krwinki czerwone, w których ona się znajduje, żyją około 120 dni. Umożliwia to ocenę średniej glikemii z ostatnich dwóch-trzech miesięcy. I wtedy co? Zmiana diety?
- Jest to bardzo ważne w cukrzycy. Ja polecam dietę śródziemnomorską. Nie każdy taką lubi.
- Przywykliśmy do jedzenia produktów przetworzonych, ale one w konsekwencji są zabójcze. Kostka rosołowa zamiast wywaru, panierka na mięsie wchłaniająca ogromne ilości tłuszczu, wspomniane już fast foody, utwardzona margaryna - to wszystko nie sprzyja naszemu zdrowiu. Oleje roślinne są bardzo zdrowe, ale proces utwardzenia powoduje, że zmieniają się ich właściwości. Podnoszą poziom złego cholesterolu (LDL) i triglicerydów we krwi, a dodatkowo wpływają na obniżenie poziomu HDL (dobrego cholesterolu), to zwiększa ryzyko chorób serca i cukrzycy. W diecie śródziemnomorskiej dominują warzywa, ryby i oliwa. Teraz mamy zimę, więc warzywa są nieco droższe, ale nie aż tak, aby nie było nas na nie stać. Dlatego może warto kupować mniej, ale przynajmniej mieć pewność, że jemy coś dobrego dla naszego organizmu.
Przy takiej diecie nie jesteśmy narażeni na otyłość brzuszną, a ta podobno jest bardzo niebezpieczna i stwarza zagrożenie zachorowania na cukrzycę?
- Tak, tłuszcz otacza wówczas trzustkę i wątrobę. Ale nie tylko osoby otyłe mają otłuszczone narządy wewnętrzne. Bywają szczupli, którzy mają dużo tłuszczu wewnętrznego, co jest równie niebezpieczne.
Jak to zbadać?
- Jest w Polsce kilka ośrodków, gdzie można sprawdzić, czy mamy dużo tego tłuszczu trzewnego, ale do tego potrzebne są specjalistyczne badania. W tradycyjnym ośrodku możemy to zrobić tylko po wykonaniu rezonansu magnetycznego, ale ponieważ to drogie badanie, nie jest rozpowszechnione.
Dbam o siebie. Robię regularnie badania. Czy zawsze, kiedy mam podwyższony poziom glukozy, oznacza to, że jestem skazana na insulinę?
- Nie. Czasami wystarczy zrzucenie zbędnych kilogramów, wspomniana zmiana diety, wprowadzenie ruchu do swojego codziennego kalendarza i cukrzyca na jakiś czas ustępuje. Potwierdziłem to u swoich pacjentów, a dodatkowo mogą to poświadczyć chirurdzy bariatryczni. Kiedy pacjentowi zakłada się np. opaskę na żołądek, wtedy mniej je i widać wyraźnie efekty nie tylko chudnięcia, ale też cofnięcia się zmian cukrzycowych. Oczywiście wówczas pojawiają się inne problemy - pacjent przyswaja mniej witamin i mikroelementów, ale to zdecydowanie mniejszy problem niż cukrzyca.
Podobno w przypadku podwyższonego poziom glukozy we krwi pomagają też pastylki?
- Jeśli to jest możliwe, na początku pacjent bierze tabletki, które zwiększają wrażliwość jego organizmu na insulinę. Po prostu lepiej ją przyswaja. Tabletki pomagają też trzustce w większej produkcji insuliny. Po pewnym czasie jednak przestają skutkować i wtedy trzeba przejść na insulinoterapię.
Czyli trzeba się kłuć i podawać sobie insulinę?
- Tak. Trzeba też sprawdzać poziom glukozy, ale jak często będziemy to robić, zależy od naszego stylu życia. Załóżmy, że mamy 65-letniego pana Jana. Wiedzie on ustabilizowane życie. Rano, o stałej porze je śniadanie, potem spacer po gazetę do kiosku, obiad o tej samej porze. Taki pacjent nie musi mierzyć tak często glukozy jak osoba, która żyje aktywnie, jada nieregularnie i każdy jej dzień jest inny. Jemu mogą wystarczyć trzy pomiary. Ale jeśli 30-letni Janek dzisiaj biega, a jutro wyleguje się przed telewizorem, je raz pięć posiłków dziennie, innym razem - dwa, ale duże, to musi ten poziom glukozy kontrolować częściej. Nawet osiem razy dziennie. Dlatego taka była awantura o paski do jej badania, bo jeśli ktoś musi tak często się wkłuwać, wówczas ilość zużytych pasków rośnie, a co za tym idzie - cena leczenia.
Jednak im lepiej mamy pod kontrolą cukrzycę, tym mniejsze ryzyko powikłań
- To prawda. Źle wyrównany poziom glukozy we krwi dla diabetyka oznacza poważne kłopoty i nieodwracalne powikłania. Hiperglikemia pojawia się, kiedy poziom cukru we krwi przekracza ten prawidłowy. Dzieje się to po dużym posiłku w czasie rozwiniętej już choroby. Może wtedy dojść do śpiączki. Niebezpieczna jest też hipoglikemia, czyli nadmierne obniżenie poziomu glukozy we krwi. Gwałtowne jej spadki mogą doprowadzić do uszkodzeń mózgu, a nawet śmierci. Kiedy pacjent ma wyrównany poziom glikemii, ryzyko powikłań zdecydowanie się u niego zmniejsza. Jest wiele osób, które żyją z cukrzycą przez lata, co więcej, nawet dostają medale za pożycie.
Jak w małżeństwie!
- Tak. Jedni przeżywają razem 30 lat, a inni 50 albo i więcej.
Żeby poprawić komfort życia chorych z cukrzycą, wyjściem są chyba pompy insulinowe? Dzisiaj dostępne dla nielicznych.
- To się znakomicie sprawdza u dzieci. Komputer plus urządzenie do podawania insuliny. Pacjent dostaje tzw. bazę insulinową, która działa przez całą dobę, a podawanie insuliny krótko działającej można sobie nastawić w zależności od przyjmowanych posiłków. Ponieważ pompa jest mocowana na brzuchu, dzieci rezygnują z niej podczas wyjazdu na kolonie. Wtedy nie mogłyby się np. kąpać. Przechodzą na intensywną insulinoterapię, stosując peny.
A analogi insulin? O nie też toczy się prawdziwa walka.
- Analogi dzielą się na długodziałające i szybkodziałające. Te pierwsze naśladują insulinę, która u zdrowego człowieka jest wydzielana cały czas, nawet wtedy kiedy nie je. Natomiast szybkodziałające są odpowiednikiem insuliny wydzielanej po zjedzeniu posiłku (węglowodanów). To w dużym uproszczeniu.
Tradycyjne insuliny działają po 30-45 minut od wstrzyknięcia. Szczyt ich aktywności przypada między drugą a czwartą godziną od podania. Dlatego żeby nie dopuścić do zbyt dużego podwyższenia poziomu cukru we krwi po jedzeniu, insulinę klasyczną trzeba podawać co najmniej pół godziny przed posiłkiem. Chory musi jeść regularnie, ze względu na długi okres działania preparatu. Analogi szybkodziałające, jak sama nazwa wskazuje, wchłaniają się do krwi bardzo szybko, już po 10-20 minutach. A po trzech-pięciu godzinach przestają działać. Dzięki temu można je podać bezpośrednio przed posiłkiem lub po nim. To bardzo ułatwia życie. Chory może bowiem sam decydować o tym, kiedy i jak często będzie jadł.
Dużo mówiliśmy o diecie. Ale czy cukrzyca oznacza, że łasuch raz na zawsze musi się pożegnać z pysznym ciastem lub czekoladkami?
- Słodycze to węglowodany proste. Podnoszą poziom glikemii, na dodatek przybywa od nich masy ciała, po prostu tyjemy, więc faktycznie chorzy powinni ograniczać ich jedzenie. Ale nie tylko oni. Jeśli mamy skłonności do tycia, to kawałek tortu lepiej zastąpić marchewką. Nie namawiam do umartwiania się, ale na pewno taki zamiennik wyjdzie nam na zdrowie.
Profesor Roman Junik jest kierownikiem Katedry i Kliniki Endokrynologii i Diabetologii z Pracownią Medycyny Nuklearnej Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy.