Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail
LATYNOSI, CUKRZYCA I BIEDA Brak wiedzy na temat cukrzycy w krajach rozwijających jest równie groźny dla diabetyka jak brak insuliny. W latynoskich środowiskach diabetologicznych znana jest historia ośmioletniego chłopca z Quito, José Gabriela, który popadł dwa razy w zagrażającą życiu śpiączkę hipoglikemiczną. Jego rodzice bowiem nigdy nie zostali poinformowani, jak mają zajmować się chorobą syna, choć mieli nawet na to środki. Trudno jednak spodziewać się, że wiedza na temat choroby będzie wysoko rozwinięta w takim kraju, jak na przykład Boliwia, gdzie poziom analfabetyzmu jest jednym z najwyższych na świecie. Świadomość zagrożeń związanych z cukrzycą jest tam przeraźliwie niska, czemu próbują przeciwdziałać lokalne inicjatywy, kładące nacisk na edukację, a tym samym na działanie prewencyjne.
Jeszcze jakieś 20 lat temu, cukrzyca była dla Latynosów dziwną, nieznaną im bliżej chorobą, nękającą ludzi w odległej Europie i w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem obecnie blisko 20 milionów osób w Ameryce Łacińskiej cierpi na cukrzycę, a szacuje się, że za 20 lat liczba ta się podwoi. Co więcej, ponad połowa ludzi dotkniętych tą chorobą przez lata całe zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Zdaniem diabetologów, kontynent musi być przygotowany na zmierzenie się z epidemią.
Co 26 człowiek w Ameryce Łacińskiej jest diabetykiem. Latynoscy diabetycy stanowią 10% chorych na całym świecie! Cyfry te dowodzą, że cukrzyca stała się jednym z głównych problemów zdrowotnych na kontynencie południowoamerykańskim. Służby medyczne 20 państw tego regionu powoli zaczynają rozumieć, że cukrzyca w poważnym stopniu zagraża społeczeństwu. Choć głównym problemem tych krajów nadal są choroby zakaźne, to choroby niezakaźne, takie jak cukrzyca właśnie, nadciśnienie czy otyłość stają się coraz poważniejszym obciążeniem społecznym, którego efekty są widoczne w systemie zdrowotnym państw i w jakości życia ludzi chorych na cukrzycę. Konieczna jest więc zmiana w dotychczasowym podejściu do tej choroby. To dlatego w 1996 r. państwa Ameryki Łacińskiej uchwaliły Deklarację Ameryk na temat Cukrzycy, w której rządy zobowiązały się do sformułowania i wdrożenia w życie programów narodowych przeciwko cukrzycy, które obejmą swoim zasięgiem usługi zdrowotne na wysokim poziomie, promowanie zdrowego stylu życia oraz prewencję chorób w celu zmniejszenia śmiertelności diabetyków i poprawienia jakości ich życia. Choć 18 krajów posiada dziś narodowe programy do walki z cukrzycą, tylko połowa z nich ma odpowiedni budżet w stosunku do potrzeb i zadań. Znakomita większość państw nadal nie ma dostatecznie rozwiniętej prewencji, opieki zdrowotnej, edukacji ani też systemu organizacji, by stawić czoła problemowi cukrzycy.
Cukier nie rośnie w wysokich Andach Większość krajów nie prowadzi nawet badań epidemiologicznych na temat cukrzycy wśród dorosłych. Dlatego też dane na temat rozmiaru problemu są trudne do ustalenia. Wiadomo jednak, że najwięcej chorych znajduje się na Karaibach - na Jamajce diabetykami jest 17,9% społeczeństwa, na sąsiedniej Kubie – 14,8%. Najrzadziej zapadają na tę chorobę Indianie, zwłaszcza ci żyjący wysoko w górach, w odosobnieniu, który pozostali wierni swojemu tradycyjnemu, rolniczemu sposobowi życia. Wśród Indian Aymara, żyjących na północy Chile, czy Indian Mapuche z południa tego kraju na cukrzycę choruje tylko około 1,5% ludności. Wpływ wysokości położenia regionu na występowanie cukrzycy wśród ludności zamieszkałej na danym terenie nie został jeszcze dostatecznie zbadany. Niemniej faktem jest, że w krajach andyjskich, położonych na ponad 3 000 m n.pm. jest o wiele mniej diabetyków niż w pozostałych częściach Ameryki Łacińskiej – w Peru, Ekwadorze czy Boliwii na cukrzycę choruje mniej niż 5% społeczeństwa. Z kolei wysoki procent diabetyków na Karaibach tłumaczy się bliskim sąsiedztwem Stanów Zjednoczonych. Na wyspach Morza Karaibskiego przejmowane są nowe zwyczaje odnośnie sposobów odżywiania się i stylu życia, które sprzyjają rozwojowi cukrzycy typu 2. Dotychczasowe plagi regionu, jak niedożywienie czy choroby zakaźne, ustąpiły tam miejsca otyłości i cukrzycy.
Daleko od indiańskiej tradycji Wzrost zachorowań na cukrzycę w regionie Ameryki Łacińskiej jest dodatkowo spotęgowany stopniową migracją ludzi ze wsi do miast i przejmowaniem miejskiego stylu życia. Migranci zaczynają prowadzić bardziej osiadły, nieruchawy tryb życia, są bardziej narażeni na stres. Tak więc postępująca urbanizacja krajów latynoskich, modernizacja i fakt przechodzenia ludności tradycyjnie wiejskiej do nowej klasy społecznej pociągają za sobą wzrost wskaźników epidemiologii cukrzycy. Dobrze ilustruje to przykład Meksyku, kraju sąsiadującego ze Stanami Zjednoczonymi. Według danych jednego z wysokich urzędników w Ministerstwie Zdrowia, Agustina Lara Esqueda, wśród ludności, która ukończyła 20 lat, 10,7% jest chorych na cukrzycę, 13% ma stan przedcukrzycowy upośledzonej tolerancji glukozy, a dwóch na trzech Meksykanów cierpi na nadwagę i otyłość, co jest głównym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi tej choroby. Znaczące są również dane z Boliwii, gdzie diabetykami jest 4,8% społeczeństwa. Jednakże liczba chorych w dwóch najbardziej prężnie rozwijających się miastach – w Santa Cruz i w Cochabamba – dwukrotnie przewyższa średnią krajową (10,7% i 9,4%).
Jeśli zaś chodzi o cukrzycę typu 1., to szacuje się, że w całym regionie 40 tys. dzieci jest dotkniętych tą chorobą. Najwięcej jest ich w Brazylii, Urugwaju i Argentynie (8 na 100 tys.), a najmniej w Peru, Paragwaju i Meksyku (1 na 100 tys.). Niepokojącym jest jednak fakt, że opisana wyżej tendencja wzrostu zachorowań na cukrzycę typu 2. dotyczy także dzieci. Badania wykazują, że w Argentynie i w Wenezueli liczba młodych diabetyków stale wzrasta, w Meksyku aż 27% dzieci jest chorobliwie otyłych!