Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail
"Mieliśmy dostać duże pieniądze. Czujemy się oszukani" Anna Gorczyca 2011-10-18, tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl Firma z Gdyni wzięła pieniądze od ponad 40 organizacji i stowarzyszeń pomagających chorym i niepełnosprawnym dzieciom z całej Polski. Miała zorganizować kilkadziesiąt koncertów z gwiazdami. Miały być kwesty, z których dochód miał zostać przekazany na konta tych organizacji. Dzieci pieniędzy nie dostały, a organizator jest nieuchwytny.
Firma Underground Music Polska z Gdyni zorganizowała akcję "Jestem przyjacielem - artyści dzieciom". Na kilkudziesięciu komercyjnych Jarmarkach Przyjaciela w całym kraju przedsiębiorcy mieli oferować swoje produkty, a w tym samym czasie wystawiane miały być puszki na datki dla organizacji i stowarzyszeń pozarządowych zajmujących się chorymi i niepełnosprawnymi. Dodatkowy dochód miały przynieść aukcje, imprezy klubowe, SMS-y oraz sprzedaż opasek i płyty z piosenką "Kiedy tracisz przyjaciela". Słowa napisał Wojciech Młynarski, a w nagraniu wzięło udział kilkudziesięciu artystów, m.in.: Andrzej Krzywy, Joanna Liszowska, Aleksandra Szwed, Maria Sadowska, Robert Rozmus. Artyści mieli podpisywać płytę podczas festynów towarzyszących jarmarkom.
Imprezy miały rozpocząć się wiosną i trwać do końca roku. Dochód z nich miał trafić do 42 organizacji, które zajmują się pomocą dzieciom. Wśród nich są hospicja, stowarzyszenia, które pomagają dzieciom z różnymi chorobami i takie jak Fundacja Jaśka Meli, która pomaga niepełnosprawnym dzieciom i młodzieży przełamywać bariery.
Obiecywali duże pieniądze
- Zgłosili się do nas pod koniec ubiegłego roku. Ciągle potrzebujemy pieniędzy, a po tej akcji mieliśmy dostać kilkadziesiąt tysięcy złotych. Umowa była bardzo dobrze przygotowana. Firma przedstawiła dokładny harmonogram wszystkich wydarzeń, gwarantowała wzięcie na siebie całej organizacji, włącznie z pozwoleniami na kwestowanie. Organizator prosił o wpłacenie na koszty organizacji tych imprez po ponad 7 tys. zł. Zgodziliśmy się wpłacić te pieniądze. Po akcji mieliśmy dostać kilkadziesiąt tysięcy złotych, uznaliśmy, że możemy ponieść część kosztów organizacyjnych - mówi Rafał Ciupiński, prezes Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci.
- Gdy zgłosili się do nas przedstawiciele Undergroundu, podeszłam do nich trochę podejrzliwie. Ale gdy przedstawili plan akcji, pomyślałam sobie, że zgłosiły się do nas dobre anioły. Imprezy, z których mieliśmy otrzymać pieniądze, miały kończyć całą akcję i zaplanowano je na grudzień - wspomina Agnieszka Pleti, dyrektorka Fundacji Jaśka Meli.
Stowarzyszenie Uratujmy Życie z Katowic zbiera fundusze na badania biochemiczne nad lekiem ratującym życie dzieciom chorym na sanfilippo (mukopolisacharydoza typu III). Opiekuje się 50 dziećmi. - Zajrzeliśmy do internetu, akcja ma wspaniałych patronów. Wszystko wyglądało bardzo wiarygodnie. Potem trochę mnie zdziwiło, że chcieli, żeby napisać im podziękowania z góry, jeszcze przed rozpoczęciem akcji - mówi Andrzej Łabno z fundacji.
Winni pracownicy
Gdy okazało się, że terminy mijają, a koncertów nie ma, przedstawiciele zainteresowanych organizacji zaczęli się niepokoić. - W Rzeszowie koncert, zbiórki i spotkania planowano od 30 czerwca do 3 lipca. Już na początku czerwca zaczęłam się niepokoić, bo w mieście nie było żadnych plakatów, nikt o niczym nie słyszał. Później okazało się, że nie można wejść na stronę internetową akcji, nie można się dodzwonić do przedstawicieli firmy. Ale myślałam, że jeszcze coś się wydarzy. W międzyczasie skontaktowałam się z innymi stowarzyszeniami i okazało się, że w innych miastach też nic się nie działo, nie było żadnych koncertów - mówi Renata Wilczkiewicz, przewodnicząca Podkarpackiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Młodzieży z Cukrzycą.
Tomasz Zabiegałowski z firmy Underground Group i jednocześnie rzecznik akcji na początku lipca uspokajał, że wszystko się odbędzie: - Mieliśmy trochę opóźnień w nagrywaniu singla. Nie wystartowaliśmy z trasą promocyjną, bo nasz marketing ją źle zaplanował. Nasze imprezy miały się teraz odbywać na południu i w centrum kraju. Okazało się, że wystawcy, którzy zazwyczaj biorą udział w naszych jarmarkach, są na Wybrzeżu, bo to im się opłaca. Nie mogliby przyjechać na południe, dlatego zaczniemy od imprez nad morzem. W Rzeszowie pojawimy się na jesieni. W umowach, które podpisaliśmy ze stowarzyszeniami, jest zapis, że mamy 18 miesięcy na przeprowadzenie całej akcji. Mamy czas do końca roku - mówił "Gazecie" Zabiegałowski.
Klubowe noce i dożynki
Zainteresowani pilnie obserwowali to, co ukazywało się na stronie internetowej akcji i na Facebooku. W lipcu i sierpniu na Wybrzeżu pod szyldem JP odbyło się kilka imprez - festyny rodzinne, imprezy klubowe. - Zgłosili się do nas, bajerowali, że to akcja dla dzieci. My naprawdę pomagamy dzieciom, zgodziliśmy się. Nawet wynajęliśmy limuzynę Hummera, żeby przywieźć ich gości. Wtedy wystąpił chyba zespół Volver. Zbierali pieniądze do szkatułki, sam włożyłem tam z 50 zł i namawiałem znajomych, żeby wrzucali, bo to dla dzieci. Ten Zabiegałowski narobił jakichś kuponów na drinki na nasz koszt. Wcisnął nam płyty za 500 zł - opowiada Artur, menedżer klubu.
Underground pochwalił się też dożynkami w Łęczycach w powiecie wejherowskim. Na jednym ze zdjęć Tomasz Zabiegałowski pozuje z Jerzym Kryszakiem. Ale Jacek Jankowski, menedżer Kryszaka, mówi, że w imieniu artysty podpisywał umowę z urzędem gminy na występ na wrześniowych dożynkach. - Nic nie wiem o panu Zabiegałowskim, nic nie wiem o jego akcji - mówi Jankowski.
Dyrektorka GOK w Łęczycach Hanna Lewandowska przypomina sobie, że Tomasz Zabiegałowski zwrócił się do nich z prośbą o zgodę na postawienie namiotu w czasie dożynek. - Sprzedawali płytę, była jakaś loteria z różnymi gadżetami, takimi jak długopisy, smycze, torebki z logo akcji - opowiada.
Ostatni zapis na Facebooku to zapowiedź Zlotu Żaglowców na początku września. Na tej imprezie wolontariusze mieli sprzedawać płyty i gadżety związane z akcją. Pieniądze z tych imprez powinny trafić do organizacji z Wybrzeża, które wpłaciły wpisowe. - Nic nie dostaliśmy. I nie mamy kontaktu z organizatorem akcji - mówi przedstawicielka Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Gdańsku.
A telefon milczy
Problemy ze skontaktowaniem się z Tomaszem Zabiegałowskim mają również przedstawiciele innych organizacji. Wszyscy chcą wiedzieć, co dzieje się z pieniędzmi, które wpłacili. - Za te 7 tys. moglibyśmy kupić bardzo dużo pieluszek dla naszych podopiecznych - mówi Andrzej Łabno z Katowic. Renata Wilczkiewcz: - Kiedyś to była jedna pompa insulinowa, teraz nawet dwie lub trzy.
Wilczkiewicz dostała latem e-mail, w którym Zabiegałowski wyliczał, jakie koszty poniósł m.in. przy nagrywaniu singla. Wśród wydatków były np. wypłaty dla artystów uczestniczących w nagraniu - po 500 zł. Ale to nie do końca prawda. - Idea tej akcji była bardzo piękna, dlatego Joanna Liszowska i Robert Rozmus zgodzili na udział w nagraniu singla. Ale nie wzięli za to żadnych pieniędzy. Poświęcili swój czas i pieniądze na dojazd do studia nagrań. Sądzę, że pozostali artyści też zrobili to z odruchu serca. Joasia zadeklarowała, że choć ma przerwę w pracy zawodowej, przyleci ze Szwecji na koncert finałowy i za darmo go poprowadzi. Czekała na sygnał od organizatorów, ale się nie doczekała - mówi Magdalena Nowak, menedżerka Liszowskiej i Rozmusa.
Próbowałam wiele razy skontaktować się Tomaszem Zabiegałowskim. Chciałam zapytać, ile pieniędzy udało mu się zebrać i jak je rozdzielił, jak ma zamiar wywiązać się ze swoich zobowiązań i kiedy odda pieniądze, które wpłaciły mu stowarzyszenia. Jego telefon komórkowy milczy, nie odpowiada na e-maile. Nikt nie odbiera telefonów firmowych. - Chyba zostaliśmy oszukani. Niestety, mamy związane ręce. Nie możemy zgłosić sprawy do prokuratury, bo umowa kończy się pod koniec roku i teoretycznie do tego czasu jeszcze może się coś wydarzyć. Ale na to już nie liczymy - mówią przedstawiciele stowarzyszeń.