Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail
NOWOCZESNA ANALIZA
Moja przygoda z cukrzycą nie zaczęła się dobrze. Była pełna niebezpieczeństw i pułapek z powodu częstych niedocukrzeń. Na szczęście nie poddaję się łatwo. Z cukrzycą biegnę przez życie od trzech lat i wciąż poszukuję różnych sposobów upraszczających codzienne zadania związane z leczeniem.
Od dziecka uwielbiam sport: byłem pierwszy do kopania piłki, specjalista od siatki i jeden z lepszych biegaczy w szkole. Aktywność rozładowuje moją energię i sprawia, że zapominam o kłopotach. Nie chcę, aby cukrzyca utrudniała mi robienie tego, co lubię najbardziej. Dlatego w usprawnieniu leczenia chętnie korzystam ze zdobyczy techniki.
Zniechęcający dzienniczek Nigdy nie byłem szczególnie dobrym pacjentem. Na początku choroby, gdy miałem 21 lat, buntowałem się przeciwko konieczności regularności pomiarów i zastrzyków. O prowadzeniu dzienniczka samokontroli nawet nie było mowy. Nie miałem ochoty zapisywać każdego wstrzyknięcia insuliny, pomiaru cukru, aktywności itd. Chciałem być nadal aktywny. Mój organizm jednak się buntował. Cukry skakały od 40 mg/dl do nawet 450 mg/dl. Nic dziwnego, nawet nie próbowałem analizować tego, co się ze mną działo. Prowadzenie dzienniczka jest łatwe i nie zajmuje wiele czasu, ale dla mnie było niewykonalne. Przerywanie wędrówki (dużo chodzę po górach), aby zmierzyć poziom cukru, jeszcze dopuszczałem, ale przerywanie treningów, aby zrobić badanie, nie wchodziło w rachubę. „Na ślepo” piłem tylko wysokowęglowodanowe napoje, aby nie pojawiła się hipoglikemia. O tym, ile razy zamierzałem spisać zachowane w pamięci glukometru pomiary glikemii, by jakoś wyjść na prostą – nie wspomnę.
Niesłodkie wizyty Spotkania z diabetologiem były, delikatnie mówiąc, mało przyjemne. Na pytanie lekarza: dlaczego taki skok poziomu glukozy, co się wtedy działo, ile zjadłeś?, nie umiałem udzielić odpowiedzi. Było mi wstyd, bo lekarz bardzo starał się pomóc mi wyrównać cukry, a ja nawet nie starałem się na bieżąco analizować wyników. To był błąd. Powtarzające się niedocukrzenia stały się nieprzyjemnym dodatkiem do biegania. Dodatkowym skutkiem przetrenowania były problemy ze stawami. Nie miałem też siły na wakacyjne wędrówki górskie. Aby nadal biegać czy myśleć o wspinaczce, musiałem – chcąc nie chcąc – zacząć prowadzić dzienniczek. Nie lubiłem tego, więc zacząłem szukać możliwości ulepszenia tej koniecznej „procedury”.
Elektroniczny pomocnik Postanowiłem spotkać się z dawno niewidzianym znajomym, Arkiem, także diabetykiem. On zawsze był sumienny w przestrzeganiu zaleceń i mimo wielu lat choroby nie miał powikłań. Zdziwiłem się, widząc, że nie zapisuje pomiaru poziomu cukru, który wykonał przed jedzeniem. Z chytrym uśmiechem zapytałem, czy już przestał być „cukrzykiem na medal”. Nim zdążył mi odpowiedzieć, zwróciłem uwagę na jego glukometr. Spodobało mi się to, że pasek zasysa krew i po przesunięciu jednego z przycisków automatycznie zostaje usunięty z aparatu. Szybki pięciosekundowy pomiar też był miłym zaskoczeniem. Accu-Chek Go okazał się świetnym gadżetem z wieloma funkcjami, między innymi funkcją umożliwiającą transfer wyników do komputera. Arek powiedział, że to bardzo proste i niezwykle ułatwia życie. Trzeba mieć tylko program Accu-Chek Smart Pix.