RedakcjaSklepReklamaArchiwumMapa serwisurss
CukrzycaDietaLeczenieŻycie aktywneUroda i zdrowieLudzie
sweet new

Diabetyk i radio WNET - Diabetyk na fali - już 17.05.2012
Diabetyk i radio WNET - Diabetyk na fali - już 10.05.2012
Protest Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego
Nowy numer Diabetyka - MAJ 2012!
Diabetyk i radio WNET - Diabetyk na fali - już 26.04.2012
Rozstrzygnięcie SZYBKIEGO konkursu
Audycja w radio WNET - już 19 kwietnia - Diabetyk na fali!
Szybki KONKURS!
Maraton DBAM O ZDROWIE
Audycja w radio WNET: EDUKACJA DIABETOLOGICZNA - konieczność czy potrzeba?
 

Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail

 

moja cukrzyca

Książka R. Hanas

Diabetica



 

Ośrodki Pomocy Społecznej
Linki do stron o cukrzycy
Fundacje i stowarzyszenia
Linki organizacji
Oddziały NFZ
Rzecznik praw pacjenta
Biura praw obywatelskich
 

 
Osiem miesięcy życia
Łukasz Woźnicki 2011-07-19 Źródło: gazeta.pl
Do pacjentki z zielonogórskiego hospicjum przyjechało pogotowie. Kobieta miała niski poziom cukru we krwi, ale lekarz uznał, że umiera na raka. Po interwencji drugiego doktora kobieta doszła do siebie, żyła jeszcze osiem miesięcy. Jej mąż złożył skargę. Nie przekonał Izby Lekarskiej, prokuratora już tak Helena Oszczyk przez 40 lat chorowała na raka piersi. Pod koniec życia 75-letnia zielonogórzanka przebywała w hospicjum. Gdy czuła się lepiej, mąż zabierał ją do domu. Tak było we wrześniu 2008 r., kiedy straciła przytomność. Mąż Tadeusz Oszczyk wezwał pogotowie.

- Lekarz przyjechał po godzinie. Spojrzał na żonę, złapał ją za rękę i poprosił o karty leczenia. Dałem mu książeczkę RUM z informacją o lekach i kartę z hospicjum - opowiada Oszczyk. Dokument potwierdzał, że oprócz raka kobieta cierpi na cukrzycę. - Lekarz mnie o nic nie pytał. Usiadł przy stole i pisał. Jak skończył, już chciał wychodzić. Powiedział, że dni mojej żony są policzone. Rak uderzył do mózgu i muszę się przygotować na to, że niedługo umrze. Pogrzebał moją żonę, choć poza złapaniem za rękę nawet jej nie zbadał. A powinien ją zabrać do szpitala - dodaje.

Oszczyk nad ranem wezwał drugiego lekarza, już z hospicjum. - Pani doktor zmierzyła żonie poziom cukru. Okazało się, że był bardzo niski. Ona nie umierała na raka, lecz była w śpiączce cukrzycowej. Lekarka podała jej szklankę wody z cukrem i kroplówkę. Pomogło. Obudziła się. Żyła jeszcze przez osiem miesięcy - mówi. Po kilku dniach złożył skargę na lekarza do NFZ. Uważał, że doktor Paweł P. naraził żonę na śmierć. Rzecznik praw pacjentów przekazał skargę do Okręgowej Izby Lekarskiej, a ta sprawę umorzyła. Okręgowy rzecznik uznał, że lekarz pogotowia wykonał prawidłowe badania. Jedynie nie zdobył informacji o cukrzycy.

Izba oparła się na zeznaniach lekarza. Paweł P. tłumaczy, że zbadał świadomość pacjentki i jej źrenice, osłuchał serce i płuca, zmierzył ciśnienie. Podał jej także lek przeciwbólowy. - Badanie nie dawało podstaw do podejrzewania, że stan chorej może być spowodowany hipoglikemią. Gdy zapytałem, jakie leki przyjmuje, mąż odpowiedział, że nie wie. Dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że przedstawił mi kartę z leczenia na oddziale onkologii, a nie z hospicjum, w której w ogóle nie była rozpoznana cukrzyca - zeznał. Ratownik medyczny potwierdził, że lekarz zbadał pacjentkę.

Lekarz tłumaczył, że gdyby wiedział o cukrzycy, poszerzyłby diagnostykę. Z dokumentacji wynikało, że kobieta cierpi na raka z przerzutami. - Dlatego mogłem podejrzewać, że przyczyną jej stanu mogą być nowe, nierozpoznane wcześniej przerzuty do mózgu. W tej sytuacji stwierdzenie o niekorzystnym rozwoju choroby wraz z możliwością śmierci jest w pełni uzasadnione, o czym poinformowałem rodzinę - zeznał.

Umorzenie skargi podtrzymała Naczelna Izba Lekarska w Warszawie, do której Oszczyk się odwołał. Zapukał więc do prokuratury i złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez lekarza pogotowia.

Prokurator po śledztwie, oskarżył lekarza, iż naraził pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, za co grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Skąd tak różne podejście prokuratora i Okręgowej Izby Lekarskiej? Prokurator wystąpił o opinię do biegłych z Katedry Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Eksperci orzekli, że lekarz nie działał prawidłowo.

- Możliwe, że informacja o cukrzycy nie wynikała z okazanej dokumentacji. Mąż pacjentki przyznał, że o cukrzycy lekarza nie informował. Niezależnie od tego mając na uwadze stan pacjentki i występujące u niej objawy, jednym z podstawowych pytań, jakie należało postawić, było pytanie o cukrzycę i zażywane leki. To lekarz powinien wykazać się aktywnością w prowadzeniu wywiadu. W tym przypadku brak danych, które potwierdzą zadawanie takich pytań - czytamy w opinii biegłych.

Zdaniem ekspertów, lekarz powinien zmierzyć poziom glukozy we krwi pacjentki. To podstawowe badanie u osób z nagłym pogorszeniem się kontaktu, niezależnie od tego, na co chorują. Paweł P. takiego badania nie wykonał, co według biegłych było błędem. - Przyjęcie, że mamy do czynienia z przerzutami do mózgu, było nieuzasadnione i nie potwierdzały tego wyniki badania - piszą. - Szybsze postawienie właściwej diagnozy doprowadziłoby do wdrożenia właściwego leczenia. Zaniechanie właściwego leczenia w takiej sytuacji prowadzi do groźnych dla życia konsekwencji - śpiączki hipoglikemicznej i zgonu. Nieprawidłowe postępowanie lekarza naraziło pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Sąd Rejonowy w Zielonej Górze zajmuje się sprawą od roku. Pod koniec kwietnia br. powołał nowych biegłych, tym razem z Katowic. Po miesiącu zmienił ich na lekarzy z Białegostoku. Mają pół roku na przygotowanie opinii. Oszczyk uważa, że sąd niepotrzebnie przesuwa rozstrzygnięcie. O interwencję zwrócił się do ministra sprawiedliwości. - Jestem po dwóch zawałach i zmagam się z innymi chorobami. Skończyłem już 80 lat i nie mogę sobie pozwolić, aby rozprawa toczyła się latami - napisał.

- Trudno mieć zastrzeżenia do procesowania w tej sprawie, zwłaszcza do tego, że dążąc do weryfikacji zgromadzonego materiału sąd dopuścił dowód z opinii nowego zespołu biegłych - odpowiada Marek Witczak, prezes Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Tadeusz Oszczyk: - Moja żona, jak jeszcze leżała w hospicjum, mówiła: Tadziu zostaw. A dyrektorka hospicjum prosiła mnie, abym odwołał doniesienie do prokuratora. Zgodziłem się pod warunkiem, że ten lekarz przyjdzie i przeprosi żonę. Dyrektorka nawet z nim rozmawiała, ale powiedział, że nie przyjdzie. Teraz nie odpuszczę. Nie dlatego, że jestem mściwy. Chodzi o to, aby innych chorych tak nie potraktowano.
 
Dodaj swój komentarz

 
Aktualny numer:




MAJ 2012
spis treści

 

 






 

 
 
 
- strona główna - redakcja - sklep - mapa serwisu - cukrzyca - dieta - zdrowie i uroda - aktywny styl - ludzie - policz się -