Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail
Oszukali chore dzieci? "Wielka ściema i szwindel" Anna Gorczyca 2011-07-01, ostatnia aktualizacja 2011-06-30 18:32:29.0 Miały być gwiazdy, koncerty, kwesty. A wpływy z akcji "Jestem przyjacielem" - pomóc chorym i niepełnosprawnym dzieciom. Na razie jest skandal: organizator pobrał haracze od stowarzyszeń zajmujących się dziećmi i... zamilkł
Do Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci przedstawiciele firmy Underground Music Polska zapukali jeszcze w ubiegłym roku. - Opowiedzieli o ciekawej akcji "Jestem przyjacielem" - wspomina Rafał Ciupiński, prezes hospicjum.
Idea akcji jest piękna - artyści pomagają chorym i niepełnosprawnym dzieciom. "Nie jesteśmy lekarzami, rehabilitantami... Nie sprawiamy też cudów, dlatego nie wiemy, jak sprawić, by niepełnosprawne dzieci były zdrowe... Ale łączy nas wielka miłość do muzyki, a realizując własne marzenia, staramy się dawać radość niepełnosprawnym Dzieciom i spełniać także ich, często tak zwyczajne dla wielu z nas, a tak bardzo nieosiągalne dla tych dzieci, marzenia..." - napisał na stronie akcji Tomasz Zabiegałowski, pomysłodawca i organizator akcji.
W jej ramach w kilkudziesięciu miastach, centrach handlowych miały się odbywać komercyjne Jarmarki Przyjaciela, na których mogli się wystawiać przedsiębiorcy. W tym samym czasie w miastach wystawiane miały być puszki na datki dla organizacji i stowarzyszeń pozarządowych zajmujących się chorymi i niepełnosprawnymi. Dodatkowy dochód miały przynieść aukcje. W tym roku wystawiony na niej miał być singiel płyty z piosenką "Kiedy tracisz przyjaciela". Słowa napisał Wojciech Młynarski, a w nagraniu wzięło udział kilkudziesięciu artystów m.in. Andrzej Krzywy, Joanna Liszowska, Aleksandra Szwed, Maria Sadowska. Artyści mieli podpisywać płytę podczas festynów towarzyszących jarmarkom.
- Potrzebujemy pieniędzy, a po tej akcji mieliśmy dostać kilkadziesiąt tysięcy złotych. W umowie, którą podpisaliśmy, firma przedstawiła dokładny harmonogram wszystkich wydarzeń, gwarantowała wzięcie na siebie całej organizacji, włącznie z pozwoleniami na kwestowanie. To oczywiście kosztuje, dlatego organizator poprosił nas, żebyśmy wpłacili ponad 7 tys. zł. na ich konto. Zrobiliśmy to, bo firma wydawała się wiarygodna, a efekty akcji bardzo obiecujące - mówi Ciupiński.
Podkarpackie hospicjum było jedną z 42 organizacji, które wpłaciły pieniądze na konto Underground Music Polska. Wśród nich z naszego regionu jeszcze Podkarpackie Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci i Młodzieży z Cukrzycą. - Te ponad 7 tys. zł było dla nas dużą kwotą, to połowa kosztów zakupu pompy insulinowej. Ale obiecywano, że możemy po akcji dostać nawet 80 tys. zł - mówi Renata Wilczkiewicz, przewodnicząca stowarzyszenia.
Pieniądze trafiły na konto Undergroundu w ubiegłym roku. Stowarzyszenia cierpliwie czekały na imprezy w swoich miastach. - W Rzeszowie koncert, zbiórki i spotkania miały się odbywać od 30 czerwca do 3 lipca. Już na początku czerwca zaczęłam się niepokoić, bo w mieście nie było żadnych plakatów, nikt o niczym nie słyszał. Później okazało się, że nie można wejść na stronę internetową akcji, nie można się dodzwonić do przedstawicieli firmy. Ale myślałam, że jeszcze coś się wydarzy. W międzyczasie skontaktowałam się z innymi stowarzyszeniami i okazało się, że w innych miastach też nic się nie działo, nie było żadnych koncertów. Zastanawiam się, co dzieje się z naszymi pieniędzmi - opowiada Wilczkiewicz.
Rafał Ciupiński mówi wprost: - Wygląda na to, że naszymi pieniędzmi kredytowaliśmy firmę Underground. To wszystko wydaje się teraz wielką ściemą i szwindlem.
Jego obawy potwierdzają ludzie związani do niedawna z Underground Group. Udało nam się porozmawiać z jednym z nich, który zastrzegł sobie jednak anonimowość:
- W firmie dzieje się źle, pracownicy nie dostają wynagrodzeń. Część osób zdecydowała się odejść. Wiele opóźnień to konsekwencja tego, że pan Zabiegałowski nie podejmował we właściwym czasie decyzji - mówi były pracownik firmy.
Tomasz Zabiegałowski z firmy Underground Group i jednocześnie rzecznik akcji uspokaja, że akcja się jednak odbędzie: - Mieliśmy trochę opóźnień w nagrywaniu singla. Nie wystartowaliśmy z trasą promocyjną, bo nasz marketing ją źle zaplanował. Nasze imprezy miały się teraz odbywać na południu i w centrum kraju. Okazało się, że wystawcy, którzy zazwyczaj biorą udział w naszych jarmarkach, są na Wybrzeżu, bo to im się opłaca. Nie mogliby przyjechać na południe, dlatego zaczniemy od imprez nad morzem. W Rzeszowie pojawimy się na jesieni. W umowach, które podpisaliśmy ze stowarzyszeniami jest zapis, że mamy 18 miesięcy na przeprowadzenie całej akcji. Mamy czas do końca roku - mówi Zabiegałowski.
Tłumaczy, że pracownicy działu marketingu zostali już zwolnieni, zmienił się także zarząd spółki. W e-mailu, który w czwartek rano dotarł do zainteresowanych organizacji, zapowiedział, że będzie rozmawiał ze wszystkimi organizacjami, przedstawi sprawozdanie z dotychczasowej działalności i zorganizuje specjalną konferencję dla zainteresowanych. - Chyba przestraszył się naszych SMS-ów i e-maili. Pisaliśmy, że chcemy oddać sprawę do prokuratury. Zobaczymy, co się będzie teraz działo. Jeśli nie wywiąże się ze zobowiązań, powiadomimy prokuraturę o oszustwie - zapowiada Wilczkiewicz.