Jeżeli chcesz otrzymywać informacje z naszego portalu podaj swój e-mail
Tajemniczy brak insulin źródło: wyborcza.pl, Judyta Watoła 2012-01-27, W wielu aptekach brakuje popularnych wśród chorych insulin, choć ich producenci zapewniają, że dostarczają ich do Polski więcej niż kiedykolwiek Pan Jan zażywa od lat insulinę humalog produkowaną przez firmę Eli Lilly. - Byłem w trzech aptekach. W żadnej jej nie dostałem. Poradzono mi, żebym spróbował jeszcze w aptece przy szpitalu - skarży się ''Gazecie''.
Sprawdzamy sami. W aptece na Franciszkańskiej jest humalog i humulin (druga z insulin Eli Lilly). W aptece Aker w Alejach Jerozolimskich nie ma ani jednej, ani drugiej. Na Krakowskim Przedmieściu w Aptece Akademickiej też ich nie ma. Ale na zamówienie mogą być jutro. - A po co mają leżeć na półce - tłumaczy farmaceutka.
Gdy w Warszawie brakuje insulin z Eli Lilly, w Łodzi są kłopoty z actropidem produkowanym przez Novo Nordisk. Preparaty obydwu firm należą do najpopularniejszych wśród chorych na cukrzycę - łącznie mają ok. 70 proc. rynku (w Polsce insulinę używa ok. 500 tys. osób).
Dlaczego brakuje insulin?
- Dostawy na polski rynek są cały czas na tym samym poziomie - zapewnia Iwona Skrzekowska-Baran z firmy Novo Nordisk. Podejrzewa, że powodem, dla którego brakuje actropidu w jakimś regionie kraju, może być tzw. handel równoległy. Firma sprzedaje w Polsce lek ok. 30 proc. taniej niż w Niemczech. Dlatego hurtowniom opłaca się go sprzedawać zamiast do polskich do niemieckich aptek. A wtedy u nas go brakuje.
Eli Lilly tymczasem zapewnia, że nie tylko utrzymała, ale wręcz zwiększyła o połowę dostawy swoich insulin na polski rynek w ostatnich miesiącach. - Mamy sygnały od lekarzy, że w niektórych aptekach brakuje naszych insulin. Nie wiem, czym to wytłumaczyć. Być może leku brakuje w mniejszych hurtowniach, w których się te apteki zaopatrują - mówi Maksymilian Świniarski, dyrektor działu leków dla chorych na cukrzycę w Eli Lilly Polska.
Sprawdzamy więc hurtownie: podwarszawski Cefarm ma tylko kilkanaście opakowań! Hurtownia Intra nie ma nic, a polecany w Eli Lilly jako pewniak Phoenix w ogóle się zamyka. - Za parę dni nikt już nie będzie tu nawet odbierał telefonu - słyszymy na centrali.
- Wielu aptekarzy wystrzega się zamawiania droższych leków z hurtowni, jeśli nie są pewni, że ktoś je kupi. A w insuliny ludzie zaopatrzyli się na zapas jeszcze w grudniu, wystając w długich kolejkach. Teraz więc nie ma pewności, że szybko na każdy rodzaj tego leku znajdzie się ktoś chętny - tłumaczy Stanisław Piechula, wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej.
Jest jeszcze jeden powód: nowa ustawa narzuca aptekarzom sztywne i stosunkowo niskie marże. Na lekach refundowanych aptekarze zarabiają od kilku do kilkunastu złotych. Ale aptekarz najpierw musi wyłożyć za niego pełną cenę w hurtowni. W przypadku najtańszych insulin to ok. 100 zł. Narodowy Fundusz Zdrowia zwróci mu te pieniądze dopiero po ostatecznym rozliczeniu, na które trzeba czekać cztery-pięć tygodni od wysłania faktury.
- Chory na cukrzycę to był zawsze świetny klient, bo oprócz insuliny kupuje jeszcze mnóstwo innych leków, na przykład na cholesterol czy nadciśnienie. Teraz aptekarze boją się nawet dla takiego pacjenta zaryzykować kupno droższych leków. Obawiam się, że dojdzie w aptekach do sytuacji spotykanych w niektórych sklepach na Zachodzie. Zamiast drogich towarów są tam wystawione tylko katalogi. Klient ogląda i dopiero potem zamawia - komentuje prof. Lech Czupryniak, szef Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.
Ale dlaczego insulin brakuje nawet w hurtowniach? Może dlatego, że one też mają od początku roku narzuconą sztywną marżę na leki refundowane - 7,5 proc. Jeśli większa hurtownia odsprzedaje leki mniejszej, muszą się marżą podzielić. Kto i ile zarobi, decyduje większy hurtownik, więc mniejszemu taki handel przestaje się opłacać.